Demagnetyzer

Szlifierka do płaszczyzn jest już gotowa, wymaga jeszcze wielu drobnych modyfikacji, które będę z czasem wprowadzał, ale ogólnie działa i służy mi doskonale. Z jej użyciem wiąże się jednak pewien problem – detale przymocowane do stołu/uchwytu magnetycznego ulegają silnemu namagnesowaniu. Jeżeli szlifowanie odbywa się przed obróbką cieplną to nie ma problemu, zmiany w strukturze stali podczas hartowania usuwają wszelkie namagnesowanie. Jednak wiele czynności wykonuję na szlifierce po hartowaniu i jakoś trzeba sobie z tym zagadnieniem poradzić. Planowałem kupić niewielki demagnetyzer płytowy, jednak jedyny jaki znalazłem w rozsądnej cenie był „niedostępny”, a inne były zaskakująco drogie. Cóż, nie chciałem wydawać sporej sumy na sprzęt, który niekoniecznie będzie dopasowany do moich potrzeb, więc postanowiłem zbudować własny. Poza tym demagnetyzer potrzebny mi jest szybko i musiałem poradzić sobie z zasobami, które mam. 

Demagnetyzer to zaskakująco proste urządzenie, cewka z rdzeniem podłączona do prądu przemiennego. Zmieniłem trochę koncepcję, bo nie znalazłem starego transformatora, który mógłby posłużyć jako dawca elementów (rdzenia i gotowej nawiniętej cewki) i zdecydowałem na wersję, w której za rdzeń służyć będzie rozmagnesowywany przedmiot. Kupiłem zatem trochę drutu nawojowego…tak około 1,5 km, przełącznik, lampkę LED, bezpiecznik temperaturowy i znalazłem wiązkę przewodów ze starej pralki. Nie ukrywam, że nawinięcie 4700 zwojów  drutu zajęło mi trochę więcej czasu niż się spodziewałem. 

Po nawinięciu drutu, zlutowaniu i podłączeniu wszystkich przewodów przyszedł czas na mały test. Nie mam wielkiego doświadczenia w budowaniu urządzeń elektrycznych (choć wszystko co do tej pory zrobiłem chodzi bez zarzutu) i miałem pewne obawy czy ta dziwna konstrukcja zadziała poprawnie. Z obliczeń wynikało, że wytworzone pole magnetyczne powinno być wystarczające (porównywalne z urządzeniami profesjonalnymi), a wzrost temperatury cewki niezbyt gwałtowny. 

Jak się okazało ten prymitywny demagnetyzer zadziałał zaskakująco dobrze, w kilka minut rozmagnesowałem wszystkie noże, które ostatnio szlifowałem oraz masę innych drobnych narzędzi, które od dłuższego czasu oblepiały się opiłkami i stalowym pyłem. Jednym z ważniejszych była suwmiarka, którą dawno temu zmierzyłem wymiary silnego magnesu. Od tamtej pory miałem wrażenie, że zgarnia wszystkie opiłki z warsztatu i przed każdym użyciem musiałem ja przedmuchiwać sprężonym powietrzem. Niebywała ulga gdy można ją w kilka sekund rozmagnesować. Ku mojemu zaskoczeniu temperatura cewki wzrosła bardzo nieznacznie. Po rozmagnesowaniu wszystkiego co znalazłem (a zabawa była przy tym przednia) cewka była zaledwie letnia. 

Kolejnym krokiem będzie zbudowanie obudowy demagnetyzera, ale to musi poczekać aż trochę uzupełnię budżet i przemyślę z jakiego materiału będzie najwygodniej to zrobić. Oczywiście nie omieszkam pochwalić się efektem jak całość będzie gotowa.